Sorry Polish Only.
Dochodzę do ambitnego wniosku, że nienawidzę, wręcz nie cierpię lata.
Kiedyś lato było dla mnie błogosławieństwem, zero szkoły, zabawa, znajomi. Zawsze poza domem, zawsze gdzieś daleko, pogrążona w chwilowych, wakacyjnych zauroczeniach i krótkotrwałych związkach. Tak, jak szaleć to na całego.
Jednakże z upływem czasu, stwierdzam, że lato zaczyna być dla mnie katorgą.
Dlaczego?
Zacznijmy od najbardziej banalnych spraw. Nie lubię słońca. Jakby jeszcze było pochmurno, padało i temperatura nie sięgała więcej niż dwadzieścia stopni. Zniosłabym to bez problemu.
Jednakże ze względu na mój stan zdrowotny, wysokie temperatury powodują u mnie stan ciężki. Nie jestem w stanie przy gorącym, gęstym powietrzu normalnie funkcjonować, ba! Nawet oddychanie przychodzi mi z trudem, a omdlenia to rzecz na porządku dziennym
Poza tym, moja skóra, przebywając nawet kilka chwil na rozpalonym słońcu, mimo ochrony kremami z filtrem, piecze i pali jakby ktoś oblał mnie wrzącą smołą. Nie podoba mi się również, że moja zwykle biała skórą, nabiera ciemniejszych kolorów. To jest straszne.
Przeszkadza mi w lecie również to, że o godzinie siedemnastej jest jasno, jakby dopiero minęło południe. Nie jestem przyzwyczajona do tej zmiany. Bardziej pasuje mi czas zimowy, kiedy ciągle jest ciemno (co jest również męczące, ale nie do tego stopnia), bo przynajmniej wiem, która jest godzina mniej więcej i nie spóźniam się do domu, albo orientuję się, kiedy należy zacząć zmieniać kierunek kroków ze spaceru.
Kolejnym powodem, dla którego nie lubię lata i wakacji, to jest brak uczelni. Odkąd poszłam na studia, nie wyobrażam sobie życia bez wykładów i ćwiczeń. Nie licząc sesji, rok akademicki jest naprawdę mieszanką miodu i mleka. Żyć nie umierać. Brakuje mi ludzi ze studiów, a te kilka tygodni bez nich, daję się we znaki.
W wakacje też niesamowicie się nudzę. Znajomi, spoza uczelni, albo gdzieś wyjeżdżają, albo odnawiają zakurzone przyjaźnie, albo najzwyczajniej w świecie chcą pić, co z moim ostatnim alkoholowstrętem jest nie do zniesienia. Poza tym dochodzi jeszcze sprawa moje stanu psychicznego. Najchętniej bym leżała gapiąc się w sufit i raz po raz wzdychała. Czuję się jakaś oziębła ostatnimi czasy.
Większość dnia spędzam na czytaniu książek, robieniu szkiców i pisaniu. Brakuje mi wrażeń.
W czasie lata trafia mnie jakaś cholerna stagnacja, przez co łapię nastrój melancholijny. A to dobrze nie służy.
W każdym bądź razie, jeżeli ktokolwiek z Łodzi lub okolic, będzie chciał iść na spacer, albo poszukać nowych, ciekawych, opuszczonych bądź nie miejsc, jestem za.
[link] jestem fryzjerka
Devious Comments
--
my LAST.FM: [link]
fotka.pl deviantART club [link]
--
How to get more pageviews? Click here -> [link]
I'm not the one who's waiting for you
I won't give in, I belong to no one.
O!
--
... Robi się już ciemno i szynszyle mogą przyjść.
Ja na szczeszcie nie mam rodziców na wsi bez neta, ale za to siedze zamknieta w pokoju i masakra
--
How to get more pageviews? Click here -> [link]
I'm not the one who's waiting for you
I won't give in, I belong to no one.
--
[link]
--
How to get more pageviews? Click here -> [link]
I'm not the one who's waiting for you
I won't give in, I belong to no one.
--
[link]
Ale spoko, za miesiąc lub dwa przyjdzie jesienna chandra
Poza tym jak ty przeżyjesz po uzyskaniu tytułu? o_O
--
'So I send this song to the offended
I said what I meant and I've never pretended
As so many others do intending just to please
If I damned your point of view
Could you turn the other cheek' - Guns N' Roses Don't damn me
Sezon Ogórkowy kojarzy mi sie z moim kumplem Kaszkiem vel Ogórkiem xD
--
How to get more pageviews? Click here -> [link]
I'm not the one who's waiting for you
I won't give in, I belong to no one.
Previous PageNext Page